22 lipca 2016

"Aposiopesis" - Andrzej W. Sawicki

Książkę wzięłam właściwie pod wpływem impulsu, stojąc przy stoisku wydawnictwa Rebis na Targach Książki w Warszawie. Skusiła mnie głównie okładka, ale też i opis z tyłu książki zachęcił mnie do niej. Przy okazji udało mi się nawiązać kontakt z tymże wydawnictwem.

Jest to moje pierwsze spotkanie zarówno z autorem Andrzejem Sawickim, jak i tym gatunkiem fantastyki - steampunkiem i muszę przyznać, że czyta się to trochę jak bajkę. Książka bardzo lekko napisana, z humorem, gdzie następują zwroty akcji i cały czas coś się dzieje. Żałuję tylko, że jeszcze nie znam dobrze polskiej XIX-wiecznej historii,  ponieważ jest ona tłem dla całej fabuły. Wtedy byłoby mi łatwiej zorientować się w zawiłościach politycznych i potencjalnych skutkach morderstwa, którego świadkiem była Henrietta von Krichhein, nasza główna bohaterka. Jest ona pruską wojowniczką, mechaborgiem. Jako uśpiony agent od paru miesięcy przebywa w Warszawie i prowadzi całkiem spokojne i normalne życie. Jest też Danił Downar, zakochany w niej i trochę zwariowany polski inżynier, w którego ciało wszczepiono  układ mechaniczny, rozwiązując tym samym problem nawracających chorób płuc. Jego służącym jest  prawdziwy dżin o swojsko brzmiącym imieniu - Alojzy, który  pamięta czasy biblijnych patriarchów i na zawołanie potrafi zamieniać się w kłąb dymu i schować się do lampy. Szybko pojawia się też drugi adorator pięknej Henrietty, rosyjski oficer Aleksander Kusow. A oni wszyscy uczestniczą w akcji odnalezienia demona-mordercy, który w operze, podczas trwającego przedstawienia zabił austriackiego urzędnika.  I bardzo szybko zaczyna się dziać -  strzelaniny, bijatyki, mechaborgi, zabójcze automaty i zmechanizowani urzędnicy. Pojawiają się też czynniki nadnaturalne i podróże przez światy alternatywne. Na swojej drodze bohaterowie spotykają też handlarza niewolników, a nawet całkiem normalnych ludzi z krwi i kości. 

I wszystko pięknie, ale jednak doszłam do wniosku, że nie jest to jeszcze jednak literatura dla mnie. Nie do końca czuję ten świat steampunkowej technologii. Może za jakiś czas inaczej na niego spojrzę. Może ta książka po prostu potrzebuje czasu. Od powrotu z targów brałam się za nią wiele razy i jakoś nie mogłam jej skończyć, ale w końcu przeczytałam. Z lekkim oporem co prawda i trochę wolno, ale z czasem książka zyskiwała więcej i więcej, a pod koniec trochę mi było smutno, że to już koniec.
Książka jest według mnie kierowana do dorosłych, którzy już znają trochę realia czasów gdzie osadzona jest akcja, ale może ją czytać także młodzież. Ja oczywiście ciepło polecam miłośnikom steampunku. 


Autor: Andrzej W. Sawicki
Liczba stron: 341
Język: Polski
Wydawnictwo: Rebis
Kategoria: Fantastyka

22 czerwca 2016

"Najwyższa Jakość" - Cacao DecoMorreno

Nareszcie! W końcu w moje ręce wpadł najnowszy światowy bestsseler! Co prawda na początku wahałam się nad zakupem, ponieważ bardzo sceptycznie podchodzę do takich hitów i myślałam, że książka nie jest dla mnie. Jednak po długich rozwarzaniach, wielu przeczytanych opiniach, w końcu postanowiłam zamówić ową pozycję. Dość długo musiałam na nią czekać, ale zdecydowanie było warto!  Co do fabuły, mogę wam powiedzieć bardzio niewiele, ponieważ cokolwiek bym  nie powiedziała, już będzie spoilerem. Przedstawię więc wam jedynie to, co można przeczytać np, na Lubimy czytać. - Główny bohater jest zwyczajnym pracownikiem hipermarketu, jest tam lubiany i dobrze mu się powodzi. Niestety nie można tego powiedzieć o jego osiedlu - ma tam wielu wrogów,  więc w końcu po długotrwałym znoszeniu ich, postanawia przeprowadzić się. Jednak nie jest to takie proste jak mu się wydaje... 
Książka wciąga już od pierwszych stron. Co prawda na samym początku jest trochę gorzko i wszystko jest trochę sypkie i mamy wrażenie że fabuła wysypie się zaraz jak kakao z pudełka i nie będzie o czym mówić, a pozostanie samo lanie wody, co nie zawsze daje pożądany smak. Jednak trochę później możemy się miło zaskoczyć, ponieważ nasza fabuła powoli zaczyna przybierać słodkawy smaczek. Tutaj pojawia się mleko - ma ono bardzo duży wpływ na dalsze losy naszego bezimiennego bohatera. Potem powieść przybiera naprawdę niesamowity smak, choć nadal czuć gorzkawy posmak. Jednak dodaje to tylko głębi opowieści. Do końca możemy się delektować tym niezwykłym dziełem, a kończąc je czujemy smutek. Dla mnie powieść skończyła się zaskakująco szybko i niespodziewanie, aż miałam ochotę sięgnąć po kolejną książkę pana DecoMorreno, czego jednak, żałuję bo twory tego autora są wyjątkowo słodkie, a ja zdecydowanie przesłodziłam się nimi. Nie mówię oczywiście, że następna książka - w tym wypadku "Czekoladowe Wieże" była zła. Wręcz przeciwnie. Po prostu aby w pełni móc się nią delektować należy Nieco odczekać.
Tu skończę i pozdrowię wszystkich miłośników kakaa ;)
Trzymajcie się!





31 maja 2016

Warszawskie Targi Książki 2016


Wróciłam! Co prawda tydzień temu wróciłam, ale jeszcze musiałam trochę się ogarnąć, dlatego ten post publikuję dopiero teraz. Ale grunt, że publikuję.
Notatka o tegorocznych targach miała być na stronie facebookowej Królestwa, ponieważ w tym roku będzie dość krótka, ale tak wyszło, że zmieniłam zdanie.

Rozmowa na Kanapie z Robertem Makłowiczem
Krzysztof Kasdepke
 Na pierwszy ogień – Pan Robert Makłowicz, na drugi – Krzysztof Kasdepke, z którymi chciała się spotkać moja mama oraz bez wątpienia jej ulubiony kataloński autor - Jaume Cabré.
Niżej, mieliśmy przyjemność spotkania się z Jackiem Hugo-Baderem, Andrzejem Ziemiańskim, Krystyną Jandą i Joanną Jabłczyńską. 
Krystyna Janda
Joanna Jabłczyńska
Później, udało mi się spotkać Wojciecha Pokorę. Wiedziałam, że go znam, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd.
Spotkałam się jeszcze z Panią Mają Lidią Kossakowską, której tekst – „Beznogi tancerz” jest moim ulubionym, jeśli chodzi o recytację. Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia, więc musicie mi uwierzyć na słowo.
Andrzej Ziemiański
Wojciech Pokora
  Ale za to mam zdjęcie z Demem - Autorem prostych komiksów, które wcześniej pokazał mi mój brat, ale dopiero na targach zainteresowałam się książkową wersją. Dostałam autograf także dla braci. 
Na koniec jeszcze udało mi się jeszcze spotkać Andrzeja Pilipiuka i uchwycić jego nietypowy sposób podpisywania się. Niestety nie miałam już czasu, żeby poczekać na autograf. 
zdjęcie z Jakubem 'Demem' Dębskim
Jacek Hugo-Bader
Na targach udało mi się spędzić tylko dwa, ale jakże owocne dni.
 Udało mi się kupić więcej niż planowałam i spotkać autorów, których chciałam. Nawiązałam także kontakt z paroma wydawnictwami - między innymi Rebis oraz Dreams. Zainteresowałam się w końcu głębiej komiksami, wydałam wszystko co miałam i wróciłam naprawdę szczęśliwa! 
Na koniec zostawiam wam zdjęcia i listę książek jakie kupiłam :D

- "Nowicjuszka" i "Wielki mistrz" Trudi Canavan
- "Chałwa", "Ostatni serwer", "Spacerniak" i "Rycerz Agata" Jakuba "Dema" Dębskiego
-"Pax. Pal przekleństwa" - Asa Larsson, Ingela Korsell
- "Azymut. Niech piękna zdycha" - Lupano Andreae 
- "Pandora Hearts" tom 4 i 5 - Jun Mochizuki
- "Dogs. Stray dogs howling in the dark" - Shirow Miwa  
- "Aposiopesis"  Andrzeja W. Sawickiego

13 maja 2016

Anpraptyk: Przymierze z Chaosem - Patryk Łomża-Zakrzewski

Ściągając tę książkę na Kindla kompletnie nie wiedziałam na co się piszę i o co w tym właściwie chodzi. Biblioteka Miejska w Jaworze, moim rodzinnym mieście, zwróciła się do mnie z propozycją współpracy, więc pomyślałam - dlaczego nie? I ściągnęłam. I przeczytałam. I w sumie mi się podobało.

 Autor tutaj, wprowadza nas w nowy świat opanowany przez Wampirców. Nie, nie wampirów - Wampirców. O ile początek był dla mnie dość niezrozumiały i poplątany, szybko odnalazłam się w nowej rzeczywistości ponieważ czytelnik tutaj zostaje wprowadzony do opowieści razem z głównym bohaterem - Anpraptykiem. Budzi się on, czy raczej zmartwychwstaje z piekielnych czeluści i... nic nie pamięta. Odzyskuje świadomość w otoczeniu nieznanych mu osób i już zaraz musi im zaufać i uciekać przed nieprzyjaciółmi.
Na bohatera czyha tu wiele niebezpieczeństw na każdym rogu. Bowiem w tym świecie dobrze traktowani są tylko Wampirce z rodów o czystej krwi (też wam się to kojarzy z Harrym Potterem?), a tak zwani, kolorowoocy - Pół Wampirce-pół ludzie muszą usługiwać wyżej wymienionym lub zostają wysłani na arenę gdzie zmuszeni są walczyć o życie. I taki właśnie los spotyka naszego bohatera. Przez swoje kolorowe oczy musi się ukrywać, co jednak nie przynosi skutków i koniec końców ląduje tuż przed oczami śmierci. A przynajmniej tak mu się z początku wydaje. I co? Pewnie myślicie, że streściłam wam połowę książki? Nic bardziej mylnego! To dopiero początek, a wydarzenia które mają miejsce na późniejszych stronach są o wiele lepsze!
Co do oceny:  Z tego co wiem jest to debiut autora, więc można przymknąć oko na nie do końca wyrobiony styl i wiele innych rzeczy, bo jak wiemy debiuty mogą być bestsellerami lub okazać się klapą prowadzącą do sławy. Myślę, że jeśli Pan Łomża-Zakrzewski będzie więcej pisał, będzie mu to szło co raz lepiej i jestem prawie pewna, że pewnego dnia zobaczymy wśród światowych Bestsellerów jego właśnie książkę.
Serdecznie wam polecam, tym bardziej, że książka jest dostępna w formie e-booka za darmo! Mi jak najbardziej przypadła do gustu koncepcja z Wampircami i tym nowym światem. Polecam ;)

Autor: Patryk Łomża-Zakrzewski
Liczba stron: 415
Język: Polski
Wydawnictwo: Nasze księgi
Kategoria: Fantastyka

9 maja 2016

Bądź dla siebie dobry - Cherry Hartman

   Dziś recenzja będzie krótka, bo i książka krótka, ale za to niezwykle moim zadaniem (prze)ceniona. Poznajcie więc książkę, przedstawianą jako "Światowy bestseller, który odmienił życie milionów ludzi na całym świecie!"- „Bądź dla siebie dobry”.
  Czasami każdy z nas potrzebuje wsparcia, jakiejś mądrej rady czy pokrzepiającego zdania.  I książka ta zawiera 37 takich właśnie przekazów. Dzięki niektórym zawartym w niej myślom zebranym przez autorkę - psycholog Cherry Hartman – człowiek może zajrzeć w swoje wnętrze, swoją duszę i ocenić samego siebie. Każda z porad opatrzona jest  czarno - białym obrazkiem, będącym  uzupełnieniem treści. Rysunki opracował pisarz i ilustrator publikacji dla najmłodszych – R.W. Alley. Przedstawiają one elfy i dzięki temu, powstająca właśnie seria książek na ten temat ochrzczona została „Elfim pogotowiem.”
 Ja sama nie ze wszystkimi tekstami się zgadzam. Niektóre wywołują u mnie przeciwne od zamierzonych przez autorkę emocje, kilka jest całkiem trafionych, wartych zapamiętania, jednak mimo wszystko moje zdanie nie o niej nie jest najlepsze. Ale to już jest bardzo indywidualna sprawa każdego czytelnika. Każdy obierze tekst zgodnie ze swoim przekonaniem czy doświadczeniem. Nie mówię też, że książka nie jest warta uwagi – przeciwnie. Niektórym może się nie spodobać, a innym może odmienić życie, dlatego serdecznie zachęcam was do kupienia i przeczytania! Kto wie, komu pomoże?

6 kwietnia 2016

"Eragon" - Christopher Paolini

Za tę książkę wzięłam się głównie ze względu na to, że autor miał 15 lat kiedy to napisał, a recenzje niesamowicie chwaliły tą powieść. Sama zawsze chciałam napisać książkę, szczególnie w tak młodym wieku.
 Zwykle bardzo sceptycznie podchodzę do takich wysokich opinii książek czy filmów, bo często są one przesadzone. Ach, były jeszcze dwa powody - jak pisałam w Tagu "Social media book tag" sięgnęłam po nią ze względu na to, że czytali ją wszyscy dookoła, a po drugie - bardzo lubię, a nawet kocham smoki każdej maści.

Przechodząc do samej treści - naszym bohaterem jest nastoletni Eragon - zwyczajny chłopiec z wioski Carvahal, który zbyt często zapuszcza się do Kośćca - dzikich gór leżących przy jego rodzinnym domu.Pewnego dnia podczas polowania znajduje w nich dziwny niebieski kamień. Gdy wraca do wioski, próbuje go sprzedać, lecz niestety nie udaje mu się znaleźć kupca. Eragon postanawia więc go zatrzymać, aby po pewnym czasie przekonać się, ze ten kamień jest jajem z którego wykluł się mały smok. Smoki uważano za wymarłe, z wyjątkiem Shruikana – smoka Galbatorixa. Eragon wychowywał smoka, którego nazwał Saphirą w ukryciu, aż do czasu, kiedy dwie zakapturzone postacie, diabelscy Ra'zacowie przybyli do Carvahall, w poszukiwaniu tajemniczego niebieskiego kamienia.
Czytając "Eragona" wyraźnie czułam ten niewyrobiony, młodzieżowy język, co strasznie mi przeszkadzało, mimo że dla recenzentów z tyłu okładki był to największy atut. Podobno w kolejnych częściach Paolini wyrabia sobie styl, ale jednak chyba nie skuszę się do sięgnięcia po nie. I jeszcze coś, co rzuca się w oczy czytając tę książkę, a mianowicie powtarzające się co rusz schematy i przewidywalność akcji. Myślę, że bardzo młodym czytelnikom, którzy zaczynają dopiero swoją czytelniczą przygodę z fantastyką,  książka możne się spodobać. Ale ja chyba wolę  coś bardziej ambitnego. Podsumowując: kupiłam, przeczytałam i się rozczarowałam. 


Ale kto wie, może ktoś z was polubi tę książkę? W końcu każdy ma swój gust, a jakość książki nie zawsze decyduje o poziomie IQ osoby, więc mimo wszystko i tak polecam ;)
A jeśli już ktoś z was czytał napiszcie mi co sądzicie! 



Autor: Christopher Paolini
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Oprawa: miękka
Liczba stron: 467
Wydawnictwo: MAG

17 lutego 2016

"Tajemnica lady Audley" Mary Elizabeth Braddon

Jeśli ktoś lubi epokę wiktoriańską, to "Tajemnica lady Audley" M. E. Braddon jest książką akurat dla niego. Tym bardziej, że należy ona do najsłynniejszych powieści sensacyjnych tamtejszej epoki. A dla jeszcze większego smaku, muszę dodać, że fabuła tej powieści została osnuta na prawdziwych wydarzeniach dotyczących sprawy  Constance Kent, a której  finał znalazł swoje miejsce w sądzie. I podobnie jak to wydarzenie było sensacją dla całej Anglii, tak i książka, która ukazała się rok później zdobyła ogrom czytelników i wielkie zainteresowanie. 

   Lucy Graham, piękna i młoda kobieta, która budzi powszechna sympatię wszędzie tam, gdzie się pojawi  postanawia przyjąć oświadczyny wiele starszego od siebie sir Michaela Audleya. Pomimo dużej różnicy wieku, jest bardzo szczęśliwa w tym związku, a jej przyszłość wydaje się być zabezpieczona. W tym samym czasie, po ponad 3 letniej nieobecności,  do kraju powraca  George Talboys. Jest pełen wiary i nadziei w szczęśliwe zakończenie swojej wędrówki po antypodach i nie dopuszcza myśli, że coś może to szczęście zakłócić. Spotyka swojego dawnego przyjaciela, Roberta Audleya i tutaj te trzy niby osobne wątki zaczynają się łączyć, a centrum następujących po sobie wydarzeń to stara posiadłość Audley i wielce szanowana rodzina. Nikt nie  przypuszczał, że może ona kryć w sobie tajemnice, które po wyjawieniu na światło dzienne, mogą zaważyć na honorze mieszkańców zamku. Nikt, z wyjątkiem bratnka sir Michaela Audleya, Roberta. 
Co się wydarzyło naprawdę, gdy pewnego dnia znika bez wieści George Talboys? Niby nie ma żadnych powodów do niepokoju, ale  Robert nie ustaje w poszukiwaniach przyjaciela. Szuka, drąży i nie ustaje w wysiłkach, aby rozwikłać tę zagadkę. A kryje się za nią wiele tajemnic - bigamia, morderstwa, szaleństwa namiętności, nikczemność. 
"Tajemnica lady Audley” mimo, że była pisana z myślą o czytelniku współczesnym autorce, może spodobać się równie mocno i teraz. Czytając opisy, niektórzy mogą czuć się nimi przytłoczeni, mogą wydawać im się przydługawe i może nieco nudne, ale mi pozwoliły poczuć się atmosferę Wielkiej Brytanii za czasów panowania królowej Wiktorii i lepiej poznać pozycje kobiet w XIX- wiecznej Anglii.

Na koniec powrócę jeszcze do samej autorki książki. Mary Elizabeth Braddon, która żyła w latach 1835-1915 była popularną pisarką epiki wiktoriańskiej. Napisała ponad 80 powieści i okazuje się, że wcześniej nie były one tłumaczone na język polski. A właściwie były, ale są to wydania z przed ponad stu lat i pozycje praktycznie nie znane współczesnemu polskiemu czytelnikowi. Chętnych do poznania tych tytułów odsyłam do biblionetki.
A ja z niecierpliwością będę oczekiwała kolejnych tłumaczeń i wydań powieści tej autorki.



Autor: Mary Elizabeth Braddon
Tłumaczenie: Mira Czarnecka
Oprawa: twarda z obwolutą
Liczba stron: 569
Wydawnictwo: Zysk i s-ka

15 lutego 2016

Wróciłam! - Trzecie urodziny bloga

Wiecie, że wczoraj były trzecie urodziny bloga?
Pod dość długiej, trzymiesięcznej przerwie, w końcu wróciłam. Wiem, że pewnie wiele osób ma mi to za złe, że tak porzuciłam bloga bez słowa, dlatego już teraz chciałabym wszystkich czytelników serdecznie za to przeprosić i wytłumaczyć. Przy okazji powiem też, co się na blogu zmieni ;D
Ostatni post pojawił się w połowie listopada i miałam już plany na  następny wpis, ale tak wyszło, że nie wstawiłam. Pochłonęła mnie troszeczkę inna działalność kulturowa i niestety blog odszedł na dalszy plan. Między innymi w grudniu odbyły się nagrania do filmu na potrzeby mojej grupy teatralnej, w styczniu brałam udział jako wolontariusz w WOŚPie i odbyło się parę spektakli, do których przygotowania pochłonęły prawie cały miesiąc, a w ubiegły wtorek miałam zaszczyt uczestniczyć w sesji zdjęciowej "Apokalipsa zombie". ( Jeśli ktoś jest ciekawy zapraszam na funpage fotografa - Kaja Fotos). Przez cały czas równocześnie spełniałam się rysowniczo i udało mi się co nieco stworzyć.
Dobra, myślę, że wytłumaczeń dość. Czas na przedstawienie zmian, jakie mam zamiar wprowadzić!

Przede wszystkim chciałabym w końcu ożywić bloga i trzymać się jakiegoś grafiku. Chcę dodać też coś od siebie, więc postanowiłam, że nie będę publikować tylko recenzji, ale i również i to, co dotyczy w jakimś stopniu książek czy literatury, ale w dużo szerszym niż dotychczas zakresie. Mam nadzieję, że to nieco urozmaici zawartość tego bloga.
Grafik zamieszczę w zakładce na górze, ale jako że będzie się zapewne zmieniał w najbliższym czasie, radzę go śledzić. ;)

I to by było tyle ode mnie na dzisiaj.
Pozdrawiam was wszystkich gorąco i serdecznie ;)
Do zobaczenia w środę!




15 listopada 2015

"Walizka Pani Sinclair" Louise Walters

Dzisiaj chciałbym wam przedstawić opowieść o walizce. Tak, dobrze przeczytaliście -  o walizce. A właściwie o właścicielce owej walizki i jej wnuczce.

Wspomniana, a jednocześnie tytułowa walizka była ..."[... ]płaska i niewielka, szeroka na pół metra, głęboka na dwadzieścia centymetrów wysokości. Była rdzawobrązowego koloru, miała ciemnobrązową bakelitową rączkę, dwa małe zamki i kluczyk, jakby do zabawy. W środku była wyłożona białym papierem w kratkę i posiadała specjalne miejsce, w którym można było wkleić nalepkę z nazwiskiem właściciela. Dorothy napisała więc "Pani D. Sinclair" dużymi, zakręconymi literami. Polizała nalepkę i przykleiła ją wewnątrz walizki". [...] "Walizka stała się jej nowym sekretnym miejscem, jej królestwem - tajnym, osobistym, nienaruszalnym."

I po wielu latach wyżej opisana trafia w ręce Roberty - wnuczki Dorothy, która zaciekawiona listem znalezionym w starej książce i adresowanym do jej babci, postanawia wyjaśnić tajemnicę, jaka wiąże się z jej rodziną.
Akcja w książce przeplata przeszłość z teraźniejszością. Poznając losy Dorothy z lat 40. - jej młodość, nieudane małżeństwo z Albertem i spotkanie z dowódcą polskiego dywizjonu - Janem Pietrykowskim, chwilę potem jesteśmy w czasach obecnych razem z Robertą. Ale kim ona właściwie jest? Pracuje w antykwariacie - przygotowuje m.in stare książki do ponownej sprzedażny. Uwielbia zbierać listy, pocztówki i przeróżne rzeczy znalezione w przyniesionych przez klientów książkach. Dla kogoś te rzeczy, zapisane na nich słowa, były kiedyś bardzo ważne, a teraz porzucone i zapomniane  trafiają w ręce Roberty, która przechowuje je w szufladzie. Jednak listu swojego dziadka, którego osobiście nie miała szansy poznać, nie odkłada razem z innymi. Jest zbyt intrygujący, a przede wszystkim dotyczy jej rodziny.

Tutaj skończę. Zdradziłam wam bardzo niewiele, ale tylko dlatego, że nie warto. Bo jeśli napisałabym wam co dzieje się dalej, ta opowieść po prostu straciłaby smak bo "Walizka Pani Sinclair" jest też historią, którą czyta się z wielką przyjemnością. Zwłaszcza teraz w te smutne listopadowe popołudnia i wieczory, warto zatopić się w historii, która ukazuje ludzkie losy utkane z połączenia zdawałoby się nieistotnych drobiazgów, podejmowanych decyzji, zaniechań i zbiegów okoliczności. Ale w tym wszystkim i tak najważniejsi są ludzie, ich uczucia i miłość, którą wzajemnie się obdarzają.


Autor: Louise Walters
Tłumaczenie: Piotr Kuś
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 348
Wydawnictwo: Zysk i s-ka

11 listopada 2015

"Magiczne drzewo. Świat ogromnych" Andrzej Maleszka

Dzisiaj coś dla fanów serii "Magiczne drzewo" Andrzeja Maleszki. Wydawnictwo "Znak Emotikon" wydało właśnie kolejną, już siódmą część zatytułowaną "Świat Ogromnych". No i już sam tytuł zdradza miejsce, w którym będzie toczyła się cała akcja.
W tym tomie grupa przyjaciół postanawia odnaleźć zaginionego kilka lat wcześniej synka swojej nauczycielki - Alika. Wszystkie znaki wskazują na to, że przyczyną zaginięcia chłopca jest przedmiot, który  jest oczywiście cząstką magicznego drzewa. Jednak nie mogę zdradzić wam czym on jest. Z resztą sami dowiecie się tego bardzo szybko, bo właśnie ten przedmiot przeniósł najpierw Idalię, a potem Blubka, Kukiego, Gabi i psa Budynia do świata ogromnych ludzi. Co na nich czekało w tym świecie, w którym dzieci miały kilka metrów wzrostu i gdzie poważaniem i szacunkiem mogli się cieszyć tylko najwyżsi z olbrzymów? No i jak potraktowali ludzi, którzy nie sięgali im nawet do kolan?  Tu nawet zwierzęta mające rozmiary pasujące do świata olbrzymów stanowiły zagrożenie dla dzieciaków
I co działo się z Alikiem przez 5 lat, które tam spędził, zanim odnalazła go grupka przyjaciół?  Dużo pytań, ale nawet sami bohaterowie nie wiedzieli, co ich spotka i jak zakończy się misja odnalezienia najpierw Idalii a potem Alika. A przecież oprócz tego, że musieli stawić czoła niebezpieczeństwom jakie na nich czyhały z każdej strony, to aby wrócić do świata ludzi muszą odnaleźć magiczny przedmiot, a samo jego odnalezienie to jeszcze nie koniec.

Książka jest naprawdę fajna dla młodszych czytelników, a najlepszym dowodem niech będzie komentarz mojego młodszego kuzyna, bowiem zapytany co najbardziej mu się podobało odparł - "wszystko".

I na koniec jeszcze słowo o ilustracjach wykonanych przez autora książki Andrzeja Maleszkę. Wyglądają one jak zdjęcia i bardzo miło ogląda się je niezależnie od tekstu. Dodają książce smaku i dopełnią ją, a jednocześnie pozwalają jeszcze bardziej przeżywać przygody bohaterów.








 Autor: Andrzej Maleszka
Projekt Okładki i ilustracje: Andrzej Maleszka
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Oprawa: twarda
 stron 470
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...