
Książka wciąga już od pierwszych stron. Co prawda na samym początku jest trochę gorzko i wszystko jest trochę sypkie i mamy wrażenie że fabuła wysypie się zaraz jak kakao z pudełka i nie będzie o czym mówić, a pozostanie samo lanie wody, co nie zawsze daje pożądany smak. Jednak trochę później możemy się miło zaskoczyć, ponieważ nasza fabuła powoli zaczyna przybierać słodkawy smaczek. Tutaj pojawia się mleko - ma ono bardzo duży wpływ na dalsze losy naszego bezimiennego bohatera. Potem powieść przybiera naprawdę niesamowity smak, choć nadal czuć gorzkawy posmak. Jednak dodaje to tylko głębi opowieści. Do końca możemy się delektować tym niezwykłym dziełem, a kończąc je czujemy smutek. Dla mnie powieść skończyła się zaskakująco szybko i niespodziewanie, aż miałam ochotę sięgnąć po kolejną książkę pana DecoMorreno, czego jednak, żałuję bo twory tego autora są wyjątkowo słodkie, a ja zdecydowanie przesłodziłam się nimi. Nie mówię oczywiście, że następna książka - w tym wypadku "Czekoladowe Wieże" była zła. Wręcz przeciwnie. Po prostu aby w pełni móc się nią delektować należy Nieco odczekać.
Tu skończę i pozdrowię wszystkich miłośników kakaa ;)
Trzymajcie się!
Hahaha :D
OdpowiedzUsuń:D
OdpowiedzUsuń