19 października 2015

"Gdzie jest korona cara?" - Artur Pacuła


Dawno nie czytałam już książek przygodowych, ale ostatnio miałam okazję wrócić do tego gatunku. I czytając książkę "Gdzie jest korona cara?" - Artura Pacuły naprawdę czułam tę przygodę.
Akcja zaczyna się niepozornie i na początku może  trochę nudzić - wprowadzenie postaci, opisy historyczne miejsca w którym toczy się akcja, ale wystarczy chwilę poczekać, by naprawdę zaczęło się dziać. A dzieje się bardzo dużo.
Główna akcja rozgrywa się na zamku Czocha podczas obozu wspinaczkowego na którym spotykają się Ala, Igor, Miras i Monika - główni bohaterowie.  Jednak Monika, którą poznajemy już na samym początku, by pojechać na ten obóz musi użyć pewnego podstępu, ale nie zdaje sobie sprawy, jakie mogą być tego przyszłe i zresztą dość przykre konsekwencje. Jedzie też Igor, kolega z klasy dziewczyny, jego kuzynka Ala, oraz Mirek, czyli Miras, który nie znając nikogo z członków obozu, na zbiórce przed wyjazdem, spostrzega Igora i już po krótkiej rozmowie postanawia się z nim trzymać, intuicyjnie wyczuwając w nim pokrewna duszę. Cała czwórka zaprzyjaźnia się bardzo szybko i razem postanawiają odszukać w murach zamku tytułową koronę cara. Ponieważ wiadomo, że dzieciaki mają ograniczone możliwości, a ich pomysły są czasami na pograniczu bezpieczeństwa, w całą akcję zostaje zaangażowany ich opiekun obozowy Boss czyli pan Marcin Krygier, nauczyciel historii Moniki i Igora. 
"Za nim stała czwórka młodych ludzi bez najmniejszej ochoty na powrót do wejścia. [...] Poczuł że nie może się teraz wycofać. Oni parli na przód siłą swojej młodzieńczej ciekawości świata. Też chciał iść, ale bał się że coś się zdarzy tym dzieciakom. W końcu odwrócił się[...]. Przygoda stała przecież wprost przed nimi."
Nie chciałabym pisać tu więcej o samej akcji, bo boję się, ze za wiele zdradzę i powstanie z tego  straszny spoiler. Ale chciałabym jeszcze wspomnieć o czym innym, a mianowicie o tym co bardzo ułatwiło mi przeżywanie przygód razem z bohaterami książki. Otóż na samym zamku Czocha jeszcze nie byłam, ale ponieważ mieszkam na Dolnym Śląsku i uwielbiam wszelkiego typu parki linowe, tyrolki, i wędrówki po górach, miałam okazję poznać wcześniej wiele opisywanych w książce miejsc m.in Szklarską Porębę, Krucze Skały, Świeradów i trasy, którymi poruszali się obozowicze w książce. Dzięki temu czytając nie musiałam wyobrażać sobie tych miejsc, ja to wszystko "widziałam" moimi własnymi oczyma, po prostu "byłam" tam razem z obozowiczami. Poza tym książka jest oprawiona cudownymi ilustracjami, co dodatkowo umila lekturę.

Książka może trafić nie tylko do młodszej młodzieży do jakiej jest kierowana, ale też do nieco starszych jak i dorosłych czytelników, dzięki wplecionym w treść faktom historycznym. Jednak książka nie staje przez owe fakty nudna, a wręcz przeciwnie - autor tak dobiera słowa, że aż zachęcają do poznania historii tamtejszych miejsc i wydarzeń z przeszłości.


Autor: Artur Pacuła
Wydawnictwo: Poligraf
Ilustracje: Mateusz Stefanko
Oprawa miękka
stron 300


A na koniec - niespodzianka. Udało mi się przeprowadzić krótki wywiad z autorem książki, z czego jestem wyjątkowo dumna bo jest to mój pierwszy wywiad. Pytania może i są bardzo szablonowe, ale za to odpowiedzi są cudowne! Zapraszam:
Królestwo Książek: Od jak dawna Pan pisze i jak to się zaczęło?
Autor: Dawno temu pisałem bardzo dużo, ale wyłącznie dla siebie. Nie były to jednak książki, ale raczej coś krótszego. Po raz pierwszy udało mi się wykrzesać z siebie dość cierpliwości, aby pisać jedną długą historię dla młodzieży. Jest to bardzo miłe hobby, na które mogę sobie pozwolić w krótkich chwilach wolnego czasu. Na napisanie tej pierwszej, pełnej książki skusiłem patrząc na półkę z książkami znajomej młodzieży. Wydało mi się, że to może się udać.

KK: Co Pana zainspirowało do napisania takiej historii?
A:Przede wszystkim Zamek Czocha. Byłem tam wielokrotnie, przeczytałem chyba wszystkie dostępne książki o nim i jego skarbach. Wymyśliłem kilka różnych historii z jego obecnością w tle, ale ta z udziałem grupki młodzieży wydała mi się najlepsza. Poza tym ostatnio wróciłem do lektur z dzieciństwa i przypomniało mi się jak cudownie szuka się skarbów.

KK: Tworząc swoich bohaterów wzorował się Pan na prawdziwych osobach, czy wszystko zaczęło się od zera?
A:Wszystkie postacie są wymyślone, ale w każdej jest odrobiona kogoś, kogo znam. Sytuacje opisane czasem miały miejsce, czasem zupełnie nie. Część z nich to sytuacje, o których marzyłem kiedyś, aby się wydarzyły.

KK:  Dlaczego wybrał Pan akurat ten gatunek? 
A:Uwielbiam zagadki, poszukiwania i zadawanie pytań. To był jeden składnik, Zamek Czocha sam w sobie jest świetnym składnikiem przepisu na książkę. Jeśli do tego dodamy grupkę młodych ludzi o nieprzewidywalnych pomysłach, to historia gotowa. 

KK: Czy będzie można się spodziewać kolejnych przygód tego wspaniałego zespołu?
A:Tak. Piszę drugą powieść z cyklu. Nazywa się „Gdzie jest skrzynia z karabinami?”. Poszukiwania będą miały miejsce w… Wskazówka pod koniec „Korony cara”.

Dziękuję bardzo.
 

4 października 2015

"Piętnaście kroków" - Grzegorz Gortat

Oto książka, która zwróciła moją uwagę podobnie jak Starter - dzięki recenzji Aleksego na Książkach na czacie. I pierwsze co mnie w niej zaintrygowało to okładka. Rzadko czytam recenzje i w ogóle blogi innych, ale często niektóre wpisy już od pierwszego zdania mnie przyciągają prawie jak magnes. I do nich właśnie należała ta recenzja. Szczególnie jej początek - "Eryk jest podobny do większości chłopaków w jego wieku. Z jedną, drobną różnicą. On właśnie umarł.[...]Moim zdaniem to właśnie wyróżnia książkę. Bohater nie żyje od pierwszych liter na pierwszej stronie."
 To od razu skojarzyło mi się z debiutancką historią "Harrego Pottera" gdzie wydawcy uważali, że powieść, w której na samym początku umierają rodzice głównego bohatera nie spotka się z dobrą opinią. A co dopiero książka, która zaczyna się od śmierci samego protagonisty?
Interesujące - pomyślałam i wzięłam się do lektury.

Jak wcześniej było wspominane - Eryk jest martwy już od pierwszych stron, lecz co zabawniejsze - sam o tym nie wie. I nie domyśla się niczego dopóki nie spostrzega przed domem trzech podejrzanych mężczyzn w bieli i równie białej limuzyny, która ma zawieść go do... właśnie, dokąd? Sama nie mogłam tego miejsca określić. Trochę jakby definicja nieba dla młodszych, a trochę taki "drugi świat".
 Mimo, że pierwsze parę stron to przede wszystkim rozmyślania głównego bohatera, warto poczekać tę parę chwil, aż chłopak wsiądzie do owej limuzyny, z której nie wolno wysiadać lewymi drzwiami. I warto też skończyć książkę i w końcu dowiedzieć się, dlaczego autor wybrał taki, a nie inny tytuł. Chciałabym napisać coś więcej, ale niestety zdradziłabym zbyt wiele szczegółów, o których czytelnik powinien dowiedzieć się jednak w swoim czasie.
Jednym słowem - intrygująca. Ale mnie niestety nie bardzo wciągnęła. Choć fabuła jest ciekawa to miałam mały problem z przeczytaniem jej. Co jakiś czas musiałam ją odkładać na dzień czy dwa, a nawet zdarzało mi się zamknąć książkę w połowie rozdziału, co raczej rzadko ma u mnie miejsce.
Jednak nie mówię, że wam się nie spodoba - ja po prostu nie przepadam za tym typem, ale jestem pewna, że przypadnie do gustu młodszym czytelnikom jak i dorosłym. :)

Autor: Grzegorz Gortat
Wydawnictwo: Ezop
Oprawa miękka
stron 252